sobota, 21 lutego 2015

“Marianne” cz.2 - “Bez pracy, nie ma kołaczy…”

Gdy tylko dostałam mój pierwszy, wymarzony i długo oczekiwany list z “Marianną’ biegiem udałam się do urzędu po odbiór mojej pierwszej “karty pobytu”. Bardzo mi się spieszyło by uregulować wszystkie sprawy administracyjne, gdyż ze względu na moja sytuacje finansowa, by móc kontynuować studia w Paryżu, konieczne dla mnie było podjecie jakiejkolwiek studenckiej pracy…i to szybko… Po godzinach oczekiwania na moja kolej, znalazłam się znów na krzesełku przy stole zasłanym zielonym obrusem. Pan urzędnik po złożeniu kilku podpisów na rożnych enigmatycznych zaświadczeniach podał mi wreszcie plastikowa kartę, byłam zachwycona! Z przodu widniało moje zdjęcie, imię i nazwisko, paryski adres, numer identyfikacyjny. Wstałam od stołu i z uśmiechem pożegnałam Pana urzędnika ‘Merci, au revoir’ (‘Dziękuje, do zobaczenia’). Do zobaczenia ‘za rok’ pomyślałam sobie. Wychodząc z urzędu, nadal podziwiałam moja nowa kartę. Z tyłu widniało, że wydana w Paryżu, że na rok…mój wzrok nagle utknął na napisanych grubym, złowieszczym drukiem, lekko ukosem, słowach : “ce titre n'autorise pas à travailler” …nie rozumiałam o co chodzi, jedno co było dla mnie jasne to to, ze słowo ‘travailler’ oznacza pracować… Miałam złe przeczucia, więc udałam się prosto do ambasady polskiej by się czegoś więcej na temat mojej karty dowiedzieć.

Pani w ambasadzie mi oświadczyła, że karta którą dostałam nie daje mi prawa wykonywania jakiejkolwiek pracy we Francji. Byłam załamana, miałam wrażenie, że te wszystkie dni spędzone na walkach z prefekturą były na marne… Pani z ambasady ‘w ramach pocieszenia’ wręczyła mi kilkanaście adresów, rożnych urzędów w Paryżu, gdzie według niej, czegoś może się na temat pracy studenckiej dowiem… Po niezwykle aktywnym zwiedzaniu owych rządowych instytucji, po licznych dialogach często przypominających bardziej pantomimę niż klasyczną wymianę zdań (w związku z nieszczenną barierą językowa) wreszcie udało mi się wyjaśnić dlaczego moja ukochana karta pobytu nie daje mi prawa do pracy. Otóż okazało się, iż pobyt pobytem, studia studiami, a praca to zupełnie inna bajka, zupełnie inny urząd i zupełnie w związku z tym inna karta. Okazało się również, że pierwszym warunkiem otrzymania owej magicznej karty jest.. znalezienie pracy…

Myślę, że nie trzeba tłumaczyć, iż znalezienie pracy bez posiadania autoryzacji do podjęcia owej pracy nie jest łatwym zadaniem i trochę graniczy z cudem… Wydrukowałam kilkadziesiąt cv i poszłam szukać właśnie jakiegoś takiego cudotwórcy, który gotów będzie dać kontrakt polskiej studentce, nie mówiącej słowa po francusku, która tak naprawdę nie wiadomo, czy pozwolenie od rządu na te pracę dostanie… Pomyślałam, że najłatwiej mi będzie znaleźć coś w dzielnicach gdzie przewija się dużo turystów i osoby ich obsługujące muszą się z klientami porozumiewać po angielsku częściej niż po francusku. Niestety fakt, że nie posiadałam pozwolenia na prace odstraszał wszystkich potencjalnych pracodawców.. Często słuchałam tłumaczeń, że oni nie mogą podejmować ryzyka, że przecież nie wiadomo czy i kiedy to pozwolenia dostane, bo przecież z urzędami to nigdy nic nie wiadomo, że niektórzy miesiącami czekają na odpowiedz…do tego nie raz jak się okazuje negatywną..

Po kilku dniach nieudanych poszukiwań zatrzymałam się w barze niedaleko mojego ówczesnego miejsca zamieszkania. Bar był prawie pusty, ze względu na wczesna jeszcze porę. Zza baru powitam mnie z uśmiechem młody anglik: ‘Hi girl, how are you doing?’ (‘Czesc! jak sie masz?’) Odpowiedziałam, ze spoko i zaczęłam wygrzebywać z dna torebki jedno z ostatnich, trochę wymiętych już cv. ‘Szukacie kogoś do pracy?’ Spojrzał na moje cv i zadał, jak wszyscy przedtem stresujące mnie pytanie: ‘Masz pozwolenie o prace?’ ‘Nie..’ odparłam z uśmiechem, przyjmując wyćwiczona już, dobra minę do zlej gry i dodałam prędko ‘..ale będę składać, bo jako studentka mam prawo do pracy na pól etatu…’ Uśmiechnął się lekko ‘Tak, tak dobrze znam te historie..chcesz piwo? Stawiam…mam na imię David’ Stwierdziłam, że co mi tam i tak już dziś dalej nie będę pracy szukać po ze zmęczenia i głodu padam z nóg. Dostałam postawny kufel jakiegoś dziwnie ‘brązowawego' piwa. Nagle obok mnie pojawiła się kelnerka: ‘Cześć! Jak się masz? Szukasz pracy?’ Ledwo co zrozumiałam jej pytanie, miała bardzo mocny irlandzki akcent. ‘Tak…’ nie zdążyłam skończyć się tłumaczyć gdy David wetknął ‘tak studentka, bez pozwolenia na prace…i nie mówi po francusku.’ ‘Ach ok..’ westchnęła kelnerka.. ‘tu takich jak Ty przychodzi wiele, biedna to się nachodziłaś co?’ Opowiedziałam im moja historie, co studiuje, skąd jestem, jak się naczekałam w prefekturze, jak się nachodziłam za praca..i że jutro dalej będę chodzić..bo muszę koniecznie coś znaleźć. ‘Tak, znam wiele podobnych historii’ podsumował mnie David ‘my tu wielu studentów zatrudniamy, fajna dzięki temu tu u nas atmosfera, no wiesz…angielski pub…sami piwo swoje warzymy w piwnicy. No właśnie a te co pijesz, jak Ci smakuje?’  …zawahałam się z odpowiedzią.. ‘brązowawa ciecz’ w moim kuflu była po prostu nieziemsko obrzydliwa…po krótkim namyśle, stwierdziłam, ze nie mam siły kłamać: ‘No…nie bardzo mi smakuje…jest trochę paskudne…’ Moich interlokutorów zatkało, spojrzeli na siebie po czym wybuchnęli śmiechem: ‘No nieźle, chcesz tu pracować a tak krytykujesz nasz firmowy produkt?!’ David palcem wskazał na witrynę baru…ujrzałam na niej olbrzymi rysunek żaby trzymającej kufel wypełniony ‘brązowawym' piwem. ‘Kurcze..’ pomyślałam ‘…że ja tego wcześniej nie zauważyłam…firmowe piwo…’ Kelnerka była ubawiona do łez ‘Mam na imię Jane, jestem managerem baru.. Nie jesteś głodna? Przyniosę Ci trochę frytek z kuchni, a David wystawi Ci Twoja umowę, rozpoczniesz prace gdy tylko dostaniesz pozwolenie’  Zaczęło mi się kręcić w głowie..nie byłam pewna czy to od tego trefnego piwa czy możne z emocji, że moje poszukiwania pierwszego kontraktu się wreszcie skończyły.. Dwóch rzeczy byłam pewna: uczucia napływu wielkiej i wdzięcznej miłości do moich zbawicieli-anglików oraz nadziei, że wkrótce otrzymam kolejny list z ‘Marianną’..tym razem z pozwoleniem o prace…no i dalej będzie już z górki!






Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza