piątek, 10 lutego 2017

“Cisza”

 Dziś żyje w ciszy. Patrze przez okno, na ulicy kłębią się samochody, miedzy nimi spiesza się Paryżanie. Przechodzą przez ulice, na wspak, biegiem, byle jak, tam gdzie nie wolno, w “Paryskim stylu”…pewnie ktoś co jakiś czas na nich trąbi…pewnie tak jest, ale dziś nic nie słyszę. Rozglądam się po pokoju, meble wydaja mi się jakieś inne….bardziej nieruchome niż zwykle. Odkrywam na nowo świat. Nierealny, niezwyczajny…pusty…. Mam wrażenie, że nigdy jeszcze nie byłam tak sama ze soba jak teraz. Niezwykłe uczucie…. Powalająca pustka, wypełnia się powoli nowymi myślami. Niby nic nowego, no bo kto dziś nie ma głowy wypełnionej myślami, zmartwieniami, postanowieniami, rozterkami… Nasze przemyślenia galopują przez nasze głowy w niemiłosiernym tępie często jeszcze zanim rano otworzymy oczy. Pierwsza nasza poranna myśl, to nierzadko jakiś problem do rozwiązania, jakieś zadanie do wykonania, albo może jakieś zaległość z dnia poprzedniego… Często zanim otworzymy oczy mamy głowę wypełniona kłębkiem myśli, bardziej lub mniej konkretnych, wszystko zależy od stanu naszego rozbudzenia. Otwieramy oczy i …hop do kuchni po kawę, która ma nam pomoc w segregacji myśli. Często zanim do tej naszej kawy dotrzemy, ktoś nam zada jakieś pytanie, albo dostaniemy jakiegoś sms’a, albo sprawdzimy mail’e…i zaraz myśli zaczynaja galopować z podwójną siłą… Dziś moją pierwszą poranną myślą było: “obudziłam się” …i dalej …nic…otworzyłam oczy…i stwierdziłam, że nic nie słyszę. Nic w tym dziwnego. Ostatnio za dużo pracuje, w studio, w słuchawkach. Zmęczenie nie jest przyjacielem słuchu. Wczoraj wieczorem każdy najmniejszy dźwięk zaczynał mnie drażnić. Bez długiego zastanowienia, by dać odpocząć słuchowi, zatknęłam sobie uszy korkami i poszłam spać. Więc dlatego dziś tak właśnie “przeszczęśliwie ogłuszona” się obudziłam. “Nic nie słyszę” pomyślałam budząc się… Teraz już jest prawie południe, ale postanowiłam, że nie jestem jeszcze gotowa na powrót do “świata dźwięków”. Stoję z kubkiem zimnej już, niedopitej kawy na środku pokoju i zastanawiam się nad niemym światem. Niesamowite jak zmienia się perspektywa czasu gdy wyeliminuje się hałas z życia. Wszystko dzieje się jakby wolniej. Myśli są poukładane, grzeczne, przychodzą jedna po drugiej, po kolei, nie pędza na łeb i szyje bez jasnego celu. Wreszcie można odpocząć od zgiełku…zgiełku w naszej głowie. 

 Jaki ten nasz dzisiejszy świat jest dziwny. Jak bardzo nas absorbuje. Z każdej strony, gdziekolwiek nie pójdziemy hałas i dźwięki nas otaczające odwracają nasza uwagę on nas samych. Pędzimy zmęczeni za czymś, często bez głębszego zastanowienia, nie pamiętając już jak to się stało, że jesteśmy w takim ciągłym pędzie. Celem naszego życia staje się rozwiązywanie problemów. Co jakiś czas postanawiamy odpocząć, tu i teraz i do tego szybko bo nie mamy na to zbyt dużo czasu. Jakie jest na to złote rozwiązanie? Nie wiem… Ale powiem Wam, że warto sprobować spędzić trochę czasu ze samym soba. Choćby te pare minut, raz od święta, zanim otworzymy rano oczy.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza